czwartek, 22 sierpnia 2013

43. Ipoh, Malezja.

Cześć kochani! Przepraszam za tak długą nieobecność. Pomimo tego, że całe wakacje siedzę w domu, pochłonęły mnie one całkowicie. Niestety w roku szkolnym też za często tutaj nie będę i z góry przepraszam za nieczytanie i niekomentowanie Waszych wpisów :( Mam nadzieję, że po maturze wrócę tutaj ze zdwojoną silą :) Nie zawieszam bloga, ale nie ukrywam, że będę tutaj bardzo rzadko.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać jedną z moich perełek - oficjalną pocztówkę z Malezji:



Dystans: 8,900 km (5,530 miles)
Czas: 11 dni

Pocztówka została wysłana z Ipoh, ale przedstawia wyspę Langkawi, która należy do archipelagu o tej samej nazwie.


Wyczytałam, że liczba mieszkańców Ipoh z 2004 r. wynosi 656 364 i są to głównie... Chińczycy ;)


Ciekawostki:
  • Symbolem Ipoh jest kwiat bugenwilla (bougainvillea):

wikipedia.pl

  • Nazwa miasta pochodzi od lokalnego drzewa zwanego pokok ipoh.
 
Życzę Wam miłej końcówki wakacji! :)

niedziela, 30 czerwca 2013

42. Liebster Blog - czyli trochę o mnie.

   
 Jakiś czas temu, dokładnie w listopadzie (sic!), Amishka zaprosiła mnie do pewnej zabawy. Ze względu na szkołę, naukę oraz wszystkie inne wykręty, wpis ten cały czas przekładałam. Jednak z obawy o to, że na zawsze zrezygnujecie z czytania mojego bloga (ach, ta moja systematyczność!), postanowiłam dodać nowy wpis, nadrobić zaległości i po prostu sprawić, żebyście chociaż trochę bliżej mnie poznali. 


Nie będę pisała reguł zabawy, nie będę typowała osób do udziału w niej (mam nadzieję, że mi wybaczycie), nie będę tworzyła swoich pytań, ponieważ zdaję sobie sprawę, że zabawa ta ma już trochę czasu i pewnie większość z Was brała już w niej udział... po prostu odpowiem na pytania zadane przez Amishę. Jednak inne pytania w komentarzach również będą mile widziane :)

1. Jaka na pewno NIE jesteś?
Nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem zdecydowana. Czasami jest to bardzo uciążliwe, szczególnie podczas zakupów, bo nawet przy zakupie bluzki, książki czy po prostu zwykłej bułki mam niemały problem :D

2. Co na pewno jest jeszcze PRZED Tobą?
 Na pewno MATURA, która już teraz spędza mi sen z powiek, a priorytetowa rzecz, o której myślę po wstaniu z łóżka, to angielski, angielski i jeszcze raz angielski. Nie chcę myślę, jak będzie dalej, jednak wizja najdłuższych wakacji w życiu jest niezwykle kusząca... Poza tym na pewno przede mną są moje wszystkie, niezwykłe podróże :-)

3. Na co nie możesz patrzeć?
Na cierpienie. Bez znaczenia, czy jest to cierpienie ludzi (szczególnie dzieci), czy zwierząt.

4. Czego nie może zabraknąć w Twojej kuchni/lodówce?
Na pewno wody niegazowanej, chociaż sama nie trzymam jej w kuchni, tylko w pokoju (zawsze musi być pod ręką).

5. W reklamie czego chętnie byś wzięła udział?
W zasadzie nie lubię kamer, chociaż z przyjemnością wzięłabym udział w reklamie jakiejś linii lotniczej ;)

6. Adwokat, lekarz, sportowiec czy fotograf? (zakładając, że każdy wygląda mniam)
Bez dwóch zdań sportowiec!

7. Co Cię wzrusza, a na co jesteś obojętna?
 Na pewno wzruszają mnie informacje na temat śmierci sportowca w pracy, natomiast obojętna jest mi polityka .

8. W czym potrafisz się zatracić?
Najczęściej zatracam się w muzyce oraz w moich pocztówkach!!! 

9. Czego nie odmówisz swojemu dziecku? (jeśli nie masz, to gdybyś miała)
 Naprawdę nie mam pojęcia. Mam małą siostrzenicę i odmawianie jej przychodzi mi niezwykle łatwo (ale to tylko ze względu na jej bardzo dziwne pomysły :P)

10. Jakim jesteś ... ptakiem?
 Hmm od razu na myśl przychodzą mi dwa - skowronek oraz sowa. Skowronek z tego względu, że prawie zawsze wcześnie wstaję (nawet w wakacje, co uważam za mój sukces), natomiast sowa - kładę się późno spać (może nie AŻ tak bardzo, jednak wcześnie to też nie jest). Cudownie jest mieć długi dzień :)

11. Chciałabyś poznać tajemnicę...
... ataków na WTC.


Mam nadzieję, że Wasza ciekawość na temat mojej osoby chociaż w małym stopniu została zmniejszona, jeśli jednak chcecie zadać swoje własne pytanie - śmiało piszcie w komentarzach, postaram się na nie odpowiedzieć :) 
Pozdrawiam i życzę Wam wspaniałych wakacji! :-)

niedziela, 2 czerwca 2013

41. "Eat, pray, love"

Jakiś czas temu Ajka dodała wpis na temat filmu, który ostatnio zrobił na niej duże wrażenie. Tak bardzo spodobał mi się ten pomysł, że również postanowiłam co jakiś czas dodawać wpis dotyczący filmu, który ostatnio mi się spodobał.

Dzisiaj chcę Wam przybliżyć film, który ostatnio obejrzałam, mianowicie "Eat pray love" ("Jedz, módl się, kochaj").


Powstał on na podstawie bestsellerowej książki autorstwa Elizabeth Gilbert o tym samym tytule. Film to barwna, optymistyczna opowieść porównywalna do terapeutycznej baśni.


 Elizabeth miała wszystko, o czym marzy nowoczesna kobieta - męża, dom i karierę. Jednak pewnego dnia zrozumiała, że to nie jest to, czego tak naprawdę potrzebuje w życiu. Po rozwodzie postanawia zrezygnować z codzienności i zaryzykować, aby zmienić swoje dotychczasowe życie. Postanawia wyjechać w podróż do trzech państw, które zaczynają się na literę "I": Italii, Indii oraz Indonezji. Tak naprawdę jest to podróż w głąb siebie. Elizabeth chce przemyśleć swoje dotychczasowe życie oraz lepiej zrozumieć samą siebie.

Bohaterka we Włoszech odkrywa prawdziwą przyjemność z jedzenia:


 W Indiach moc modlitwy:


Wreszcie w Indonezji, wewnętrzny spokój oraz...


...siłę prawdziwej miłości:


Na początku myślałam, że jest to kolejna beznadziejna komedia romantyczna, jednak gdy przeczytałam, że Amerykanka rusza w niezwykłą podróż... nie zastanawiałam się, tylko usiadłam do oglądania i wcale tego nie żałuję. Jest to przepiękny film o odnajdywaniu siebie i życiu w zgodzie z samym sobą. Czytałam wiele opinii na jego temat i niestety większości się nie spodobał, jednak ja zdania nie zmienię i zachęcam do obejrzenia! :)

zdjęcia pochodzą ze strony filmweb.pl

środa, 8 maja 2013

40. ¡Que viva España!

Cześć Kochani! Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moje ostatnie pocztówki, które przyszły do mnie z Hiszpanii, a następnie opowiedzieć, jak zaczęła się moja przygoda z tym pięknym krajem :)



Wspaniała mapa Hiszpanii, którą po prostu uwielbiam :)




Nerja, nadmorskie miasto, które znajduje się w regionie turystycznym Costa del Sol.




Mijas to typowo andaluzyjskie "białe miasto" (jedno z wielu miejsc, które bardzo chciałabym odwiedzić).




Alhambra to zespół pałacowy w Grenadzie, który znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO




Przepiękna pocztówka, którą dostałam od Justyny. DZIĘKUJĘ jeszcze raz!!!! :-)
Camí de Cavallas to droga, która okrąża Minorkę (co również widać na pocztówce).

***

Moja przygoda z Hiszpanią zaczęła się dość... dziwnie :) Gdy byłam mała, namiętnie oglądałam telenowele meksykańskie/kolumbijskie, więc można powiedzieć, że z językiem hiszpańskim miałam do czynienia praktycznie codziennie ;) Jednak w moim sercu pierwsza nie była Hiszpania, a Meksyk. W tamtym czasie słuchałam pewnego meksykańskiego zespołu i można powiedzieć, że słówka same wpadały mi do głowy.

W 2010 r. odbywały się Mistrzostwa świata w piłce nożnej i zaczęłam kibicować Hiszpanii :D Gdy Hiszpania zdobyła mistrzostwo, następnego dnia siedziałam przed telewizorem i nic innego nie robiłam, tylko oglądałam ich przejazd otwartym autobusem ulicami Madrytu (mówię prawdę!). Wtedy się wciągnęłam. Ta ich radość, piłkarzy jak i kibiców... to było nie do opisania. W wakacje szukałam różnych informacji o tym kraju, zaczęłam oglądać zdjęcia i tak zaczęła się moja fascynacja ;) Jakiś czas później natknęłam się na blog http://zyciejakwmadrycie.pl, później http://www.pisanewsewilli.com i wiele, wiele innych.

Moją najbliższą przyszłość wiąże z Hiszpanią i językiem hiszpańskim, mam nadzieję, że mi się uda, ale ciiii (chociaż i tak już pewnie wszyscy wiedzą o moim planach - w zasadzie nie trudno się domyślić ;) 
 Moim marzeniem jest kiedyś zwiedzić całą Hiszpanię, od północy do południa, od wschodu i zachodu, szczególnie Andaluzję, Galicję i Katalonię!!! :-)


Moja kolekcja, którą uwielbiam!!!






Piosenka na dzisiaj :)

sobota, 30 marca 2013

39. TOP 10 - czyli państwa, które najbardziej chciałabym odwiedzić.

Na początku chciałam przeprosić za tak długą nieobecność, za nie czytanie moich ulubionych blogów, nie dodawanie komentarzy... Przepraszam, ale ostatnio byłam naprawdę bardzo zajęta, mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko nadrobię, bo przez tą dość długą przerwę jestem jeszcze bardziej ciekawa świata! :)

  Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam listę państw, które najbardziej chciałabym odwiedzić.
 Mój ukochany Ryszard Kapuściński w "Podróżach z Herodotem" pisał: "(...) Kusiło mnie, żeby zobaczyć, co jest dalej, po drugiej stronie. Zastanawiałem się, co się przeżywa, przechodząc granicę. Co się czuje? Co myśli? Musi to być moment wielkiej emocji, poruszenia, napięcia. Po tamtej stronie - jak jest? Na pewno - inaczej. Ale co to znaczy inaczej? Jaki ma wygląd? Do czego jest podobne? A może jest niepodobne do niczego, co znam, a tym samym niepojęte, niewyobrażalne? Ale, w gruncie rzeczy, największe moje pragnienie, które nie dawało mi spokoju, nęciło mnie i dręczyło, było nawet skromne, bo mianowicie chodziło mi o jedno tylko - o sam moment, sam akt, najprostszą czynność p r z e k r o c z e n i a  g r a n i c y.  (...)"

W pewnym sensie mam podobnie :) Niby jest lista, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie miałabym się znaleźć. Tak naprawdę ciekawi mnie, jak tam jest. Czy gdy wyjdę z samolotu natychmiast oblepi mnie gorąca wilgotność? Czy będzie zimno, inaczej niż się spodziewałam? No właśnie, czy chociaż część z tego, o czym bardzo często myślę, to prawda? Czy w Indiach cały czas ryczą klaksony, w Londynie zawsze :) pada deszcz, a na Malediwach są widoki jak z photoshopu? Jedno jest pewne - im bliżej przekroczenia granicy, tym bardziej jestem ciekawa! :)
Zapraszam! :)


1. HISZPANIA


Nie będę pisała, od którego momentu tak bardzo pokochałam Hiszpanię i dlaczego, bo to za długa historia ;) Jedno jest pewne - kocham wszystko, co związane z tym krajem i najbliższą przyszłość wiążę właśnie z nim :) Marzę o tym, żeby pewnego dnia zwiedzić całą Hiszpanię. Chciałabym również uczestniczyć w jakimś hiszpańskim "festiwalu", np. La Mercè. Marzę także o wielu innych rzeczach, o których nie będę teraz pisała, bo obawiam się, że bym nigdy nie skończyła :)


2. USA


Kłamstwem byłoby, gdybym napisała, że chciałabym zwiedzić wszystkie stany, ale jest wiele miast, na które zwróciłam uwagę, m.in. Nowy Jork (z Manhattanem oczywiście!), Los Angeles, San Francisco czy Miami.


3. JAPONIA


Japonia jest państwem, które spośród państw Dalekiego Wschodu fascynuje mnie najbardziej :)


4. SESZELE


Obawiam się, że na Seszelach zbyt dużo do zwiedzania nie ma, ale z racji tego, że uwielbiam lato i słońce - wylegiwanie się na plaży byłoby świetnym pomysłem :)


5. AUSTRALIA


Zawsze jak pomyślę o Australii, wydaje mi się ona najbardziej nieosiągalna spośród wszystkich innych państw, nawet nie wiem dlaczego tak jest. Marzę o zwiedzeniu Perth!


6. ZEA


Nie jest chyba tajemnicą, że kiedyś chciałabym zamieszkać w ZEA (z wiadomych powodów!).


 7. WŁOCHY


Włochy wydają mi się bardzo magiczne. Bardzo chciałabym zwiedzić Rzym, Wenecję i Florencję. Włoskie budowle na zdjęciach wyglądają niesamowicie!


8. MEKSYK


Z Meksykiem łączy mnie dłuższa więź niż z Hiszpanią, jednak na ten moment nie jest ona mocniejsza :) Marzę, żeby pewnego dnia znaleźć się na prawdziwym, meksykańskim weselu :P


9. SUDAN POŁUDNIOWY


Kiedyś oglądałam pewien program, w którym gościem była pani Janina Ochojska. Nie pamiętam dokładnie o czym mówiła, jednak w pamięci zapadło mi pewne zdanie. Pani Janina powiedziała, że jeżeli ktoś chce zobaczyć prawdziwą Afrykę, powinien wybrać właśnie Sudan Południowy. Ja jej wierzę :)


10. FRANCJA


Francja również wydaje mi się magiczna. Chciałabym kiedyś pospacerować po Paryżu, zajść do jakiejś kawiarni i zjeść prawdziwego, francuskiego croissanta ;)  

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony weheartit.com



Jak można zauważyć, z racji tego, że jeszcze nigdy nie byłam za granicą, ciągnie mnie do bardzo popularnych miejsc ;) Pewnie większość z Was już w nich była, prawda? Piszcie w komentarzach! :)

***

A na zakończenie chciałabym życzyć wszystkim zdrowych, wesołych świąt, w gronie najbliższej rodziny! Zawsze życzyło się również "mokrego dyngusa", ale patrząc na naszą pogodę... to chyba pozostaje mi życzyć przede wszystkim ciepłej, prawdziwej wiosny! :-)

sobota, 9 lutego 2013

38. Toyohashi, Japonia




Dystans: 8,517 km (5.292 miles)
Czas: 15 dni


 Pocztówka od Mai z Japonii, przedstawiająca Kyoto Tower Hotel. Hotel usytuowany jest naprzeciwko stacji Kioto. Wyczytałam, że jest on trochę przestarzały, ale niedawno przeprowadzony był remont i pokoje są naprawdę dobrze odnowione.


Widok na hotel z dworca:

wikipedia.pl


Może kiedyś ja albo ktoś z Was się w nim zatrzyma ;) Pozdrawiam!

sobota, 19 stycznia 2013

37. Przesunąć horyzont.


Popularna dziennikarka telewizyjna wchodzi na najwyższą górę Ziemi. Czy poza medialnym szumem wynika z tego coś jeszcze? Czy ekstremalne osiągnięcia innych ludzi mogą cokolwiek wnieść w nasze życie?
A jednak...
Tam gdzie jest się najbardziej samotnym wśród ludzi, tam gdzie cisza huczy głośniej niż lawiny i gdzie najgroźniejsze jest to, co najbardziej upragnione, można znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania.
Dlaczego ktoś po dwukrotnym złamaniu kręgosłupa myśli o zdobyciu Mount Everestu? Po co w ogóle rzucać wyzwanie własnym słabościom? Dlaczego człowiek tak bardzo pragnie spojrzeć śmierci w oczy?
Właśnie, dlaczego...

"No więc włączyłam te Fakty i był materiał o górach. [...] Poraziły mnie te zdjęcia. Całą ta sytuacja, zmaganie się z trudnymi warunkami, szczęście wspinaczy, radość ze zdobycia szczytu... Wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl, że muszę spojrzeć gdzieś dalej. Nie mogę nieśmiało zerkać na jutrzejszy dzień i myśleć, że znowu muszę poddawać się tej nudnej, żmudnej rehabilitacji. Muszę spojrzeć dużo, dużo dalej. [...] 
Ale ziarenko już zakiełkowało w mojej głowie. Obraz z Shisha Pangmy i film o zmaganiu się Rosjan  z siłami natury na Evereście uzmysłowiły mi, że to jedyna droga. Że kiedy jest tak bardzo, bardzo źle, to musisz przesunąć horyzont. Nie możesz myśleć tylko o tym, że następnego dnia trzeba wstać i ćwiczyć, żeby dojść do jakiejś tam formy. Musisz spojrzeć na tyle daleko, żeby dojście do formy było tylko nic nieznaczącym etapem, bo prawdziwy cel leży znacznie dalej. A w zasadzie - wyżej..."*

***

Przed świętami szukałam jakiejś książki podróżniczej do kupienia. Po długich rozmyśleniach padło na Martynę Wojciechowską - wspaniałą kobietę, a jednocześnie mój wzór do naśladowania. Czytałam już "Etiopia. Ale czat!", więc ta książka odpadała na stracie. Po długich poszukiwaniach i wielu opiniach ustaliłam, że najlepsza będzie "Przesunąć horyzont". Przeczytałam kilka recenzji i stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. A dlaczego? Bo:
- o wyprawie na Everest, gdzie ja uwielbiam książki o podróżach dookoła świata;
- Everest = zimno, gdzie ja wolę cieplejszy klimat :)
- i ogólne złe wspomnienia po chodzeniu po górach.

Tak, byłam  w górach ok. 1,5 roku temu i był to mój pierwszy raz. Z racji tego, że odkąd pamiętam wolałam Bałtyk (ewentualnie Mazury), do tego wyjazdu podchodziłam dość sceptycznie. Jednak nie było innego wyjścia i musiałam jechać w Bieszczady :) Widoki powaliły mnie na kolana. Nie skłamię, jeśli napiszę, że patrzyłam przez szybę z otwartymi ustami (no w końcu pierwszy raz widziałam góry! :D). Byłam zauroczona.  Następnego dnia po przyjeździe poszliśmy pochodzić po górach. Na początku było OK, jednak przed południem wyszło słońce, które przygrzewało coraz bardziej i bardziej. A my szliśmy i szliśmy bez końca... Już traciłam wiarę w to, że kiedyś wreszcie dojdziemy. Marzyłam o prysznicu i łóżku. A my stale szliśmy. Czułam się jeszcze gorzej, gdy patrzyłam na naszego ok. 70-letniego przewodnika, który szedł z kijkiem, ale SZEDŁ, a nie toczył się oraz moją nauczycielkę, która jest dwa razy taka jak ja, a cały czas mnie wyprzedzała. Później stwierdziłam, że muszę być na przodzie - wtedy w chwilach odpoczynku będę miała więcej czasu na to, aby usiąść. Gdy wreszcie doszliśmy na szczyt (nie pytajcie mnie jaki, bo - wstyd się przyznać - ale nie pamiętam :|, ustalmy, że prawdopodobnie Tarnicę) zobaczyłam jeden z najpiękniejszych widoków mojego życia, jednak powiedziałam, że nigdy więcej :P 


W czwartek byłam w bibliotece i zobaczyłam Przesunąć horyzont na półce. W końcu kupić jej nie kupiłam, ale wypożyczyć i przeczytać? Dlaczego nie? No i wypożyczyłam. W piątek wieczorem już leżała na biurku. PRZECZYTANA, a raczej wchłonięta :-) 
Zawsze jak myślałam o wyprawie na Everest wyobrażałam sobie, że zimno, że ciężko, ale to przecież TYLKO Everest ;) No co za ignorancja! Teraz wiem, że jest okropnie trudno, a nawet jeszcze trudniej. Mój podziw i uwielbienie dla Martyny wzrosły niepomiernie.


Pamiętam jak podczas chodzenia po Bieszczadach szła obok mnie pewna starsza pani. Chyba tak źle wyglądałam, bo powiedziała do mnie, że ona zawsze mówi, że to jej ostatni raz. Jednak zawsze wraca, Też chciałabym wrócić :) Nie myślę jednak o Evereście, jeszcze nie zwariowałam :D Może Tatry, może ponownie Bieszczady (i Tarnica - żeby być w 100% pewną :D). Wiem tylko to, że to dzięki tej książce. Po jej przeczytaniu wiem, że nie mogę "śmiało zerkać na jutrzejszy dzień", tylko "spojrzeć dużo, dużo dalej".


Może zdjęcie Mount Everestu kogoś zmobilizuje ;)

wikipedia.pl


A Wy ile zdobyliście szczytów? Może marzycie o jakimś?

Pozdrawiam i gorąco zachęcam do przeczytania książki :)


*cytat z książki "Przesunąć horyzont"